Koło Łowieckie Dzik nr 2 Brańszczyk Wyszków
Koło Łowieckie nr 2
"DZIK" w Wyszkowie
z siedzibą w Brańszczyku
koło prowadzi program restytucja zająca szaraka
na terenie obwodu łowieckiego
nr 193 w brańszczyku
sfinansowany ze środków wfośigw
Aktualności
O nas
Członkowie
Galeria
Z wolnej ręki
Linki
Kontakt

zdjęcia


--->> TU ZNAJDZIESZ Film z polowania hubertowskiego <<---


--- Hubertus 2015 ---

Kiedy 8 listopada 2016 roku wstałem i spojrzałem za okno, ujrzałem poranek jeszcze bardziej szary i ponury niż by się można było tego normalnie po poranku o tej porze roku spodziewać. Wrażenie potęgował nie tylko nieprzyjemny deszcz, ale i porywisty wiatr, który raz po raz tłukł w okno nagłymi podmuchami, uzbrojony w zimne krople. Jakby wierzył, że w końcu uda mu się sforsować tę szklaną barierę i wedrzeć całą swą obrzydliwą mroźnością do wnętrza ciepłego domu. Pierwszą myślą, jaka zalęgła mi się w głowie i szybko zaczęła opanowywać najdalsze nawet zakamarki zaspanego ciała było, aby powtórnie zakopać się jak najgłębiej w ciepłą i przytulną pościel. Nie wyściubiać nawet koniuszka nosa spod kołdry wydawało się jedyną i oczywistą odpowiedzią na niespodziewany atak jesiennej słoty. Gdzieś wewnątrz jednak, uparcie niczym maleńki kornik drążący wielki dąb, tliło się ciągle poczucie odpowiedzialności, że jednak trzeba wstać, zjeść śniadanie, ubrać się i jechać na umówioną godzinę do lasu. Ostatecznie, ta podsycana przez łowiecki zew iskierka świadomości rozbłysła nikłym, ale na tyle silnym płomykiem by zmusić mnie do zwleczenia początkowo jednej nogi, a następnie pozostałej części mojego niechętnego jestestwa z otuliny miękkiej kołdry. Wtedy dotarła do mnie myśl, że wprawdzie pierwszy krok zrobiony, ale teraz trzeba zacząć stawiać kolejne i w dodatku robić to bardzo szybko, bo czas kurczył się nieubłaganie. No tak - znów zaspałem.

Teraz czekało mnie szybkie śniadanie i jeszcze szybsza poranna toaleta uwieńczona nieskładnym wciąganiem na siebie kolejnych części myśliwskiej garderoby wyjściowej. Kto wymyślił te garnitury? I czemu ja się na to zgodziłem? Trudno. Słowo się rzekło. Wszak to najważniejsze w roku święto łowieckie więc fason trzymać trzeba. Tylko żeby nie zapomnieć potem ciuchów na przebranie. O tak! Ładnie bym wyglądał na stanowisku przyodziany w galową marynarkę ze sznurem. Jak by mnie jakiś dzik zobaczył, nawet strzelać bym nie musiał - pewnie sam by ze śmiechu padł.

No więc już chyba wszystko. Zbieram szybko rzeczy, wrzucam do auta i w drogę! Do lasu wprawdzie blisko, ale godzina już niemłoda. Wypadając w pośpiechu z ganku dostrzegłem ku swojemu zdziwieniu, że gdzieś w międzyczasie deszcz przestał padać. Tylko nieliczne kałuże i mokra wciąż trawa świadczyły o porannej nieprzychylności aury.

Droga mijała szybko, a na horyzoncie nieśmiało zaczynało się przejaśniać. Nie do wiary! Czyżby to było słońce? A jednak! Poranek wstawał, uparcie złocąc ciepłą poświatą czubki sosen. Po pokonaniu kilku kilometrów, dwóch zakrętów i niezliczonej ilości wybojów dotarłem wreszcie do Siedziby, gdzie właśnie miała rozpocząć się Msza Święta. "Już był w ogródku, już witał się z gąską", kiedy nagle zadzwonił telefon. Normalnie, taka rozmowa zostałaby odrzucona - wszak nie czas i miejsce na pogaduchy przez telefon, a jeszcze z kolegami wypadałoby się przywitać. Ale dzwonił szwagier, którego poranna niemoc opuściła 10 minut później niż mnie. Szybkie pytanie, czy torba myśliwska z termosem, dokumentami i jedzeniem nie jest mi aby potrzebna, uzmysłowiła mi, że jednak mój pośpiech został okupiony drobnymi starami w ekwipunku. Szczęście, że jadą spóźnieni, to mi dowiozą. Tym razem się udało.

A tymczasem Prezes dał znać do rozpoczęcia uroczystości, wprowadzono sztandar przy dźwięku sygnałów łowieckich odegranych przez muzyków z zespołu "Pasja" i rozpoczęła się Msza Święta prowadzona jak zawsze przez Proboszcza Parafii Brańszczyk - Księdza Pawła Stacheckiego. Ceremonia ta musiała chyba być miła Panu Bogu, bo aura zmieniła się wprost nie do poznania - z paskudnego mroźnego poranka, niczym Kopciuszek za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wyłonił się dzień piękny i radosny jesiennym słońcem.

Po zakończeniu Mszy nadszedł czas na dodatkową, a dla niektórych najważniejszą, uroczystość tego dnia. Oto w szeregi naszego Koła miały wstąpić aż dwie nowe koleżanki - Wioletta Kwiatkowska oraz Lidka Szymańska. Ślubowanie złożone przez nie na ręce członka Ostrołęckiej Okręgowe Rady Łowieckiej kolegi Krzysztofa Mielnikiewicza zostało przyjęte przez wszystkich zgromadzonych gromkimi brawami. Zważywszy na fakt, że przez blisko 50 lat istnienia, Koło składało się wyłącznie z mężczyzn, wspólnie z naszą pierwszą Dianą - Mileną Łapińską, panie obalają wreszcie mit, że łowiectwo nie jest odpowiednim zajęciem dla płci pięknej. Każdy z kolegów spieszył złożyć nowo upieczonym łowczyniom osobiste gratulacje i życzenia pomyślnych łowów. Nie bez znaczenia był fakt, że można było przy tej okazji załapać się na buziaka. A jak powszechnie wiadomo, buziak od nadobnej Diany wprawdzie szczęścia w polowaniu nie przynosi, ale rzecz to cenna i oczywistej z tego faktu radości nikt ucałowanemu nie odbierze.

Dodatkowo, ku wielkiemu zaskoczeniu samego zainteresowanego, nasz Skarbnik Grzegorz Owsianka otrzymał z rąk kolegi Mielnikiewicza Brązowy Medal Zasługi Łowieckiej. Po części oficjalnej wszyscy goście mogli udać się wreszcie na gorący bigos i kiełbaski z ogniska, czyli myśliwskie śniadanie na łonie natury. Zaprzyjaźniona orkiestra dziecięca z Brańszczyka przygrywała w międzyczasie utwory już nieco bardziej rozrywkowe niż mszalne pieśni. I przyznać trzeba, że z roku na rok dzieciaki nie tylko poszerzają repertuar, ale stają się naprawdę coraz bardziej profesjonalnym zespołem.

Słonko świeci, bigos przyjemnie rozgrzewa od środka, a muzyka wlewa radość w serce. Aż człowiek zupełnie zapomina, że oprócz tego wszystkiego zebraliśmy się tu po to aby odbyć polowanie. Ale i na nie nadchodzi wreszcie czas. Łowczemu udało się w końcu jakimś cudem zagonić na zbiórkę wszystkich kolegów, którzy w międzyczasie zdążyli się przebrać w ubiory bardziej praktyczne dla myśliwych (z obowiązkowymi kaloszami włącznie). Szybka odprawa, losowanie kartek i już każdy zmierza na swoje stanowisko. Jak co roku przy tej okazji będziemy pędzić bagna koło Siedziby. Teren to niełatwy, ale jakże urokliwy i zasobny w grubego zwierza. Plan zakłada dwa długie pędzenia z różnych stron, a to oznacza, że myśliwi będą musieli pozostać na swoich miejscach, a jedynie naganka przemieści się w inny rejon lasu. Czyli chwilę cała ta operacja potrwa...

Tak więc ruszamy. Mi przypadło miejsce z drugiej strony linii myśliwych, czyli bliżej wsi Budy. W trzy samochody jedziemy na około, żeby naszym przemarszem przez środek miotu nie budzić niepotrzebnego niepokoju w łowisku. Po zlokalizowaniu właściwej linii zaczynamy się rozstawiać począwszy od najwyższego numeru. Wygląda to zabawnie, gdy z naszej grupy, co chwilę po drodze odpada któryś z kolegów, by po krótkim "Darz Bór" zająć swoje miejsce na stanowisku. Wreszcie i ja zajmuję moje, które wypadło po środku malowniczej, olszynowej drągowiny. Razem ze mną, w charakterze obserwatora, został kolega leśniczy Marcin.

Stoimy tak już dobrze z godzinę, bez zbytniej nadziei na sukces łowiecki, za to z przyjemnym poczuciem, że "i tak jest pięknie". Wiatr szumi w gałęziach drzew, a przyginane jego podmuchami pnie, trzeszczą z cicha raz po raz. Las gra swój cudowny koncert. Kto choć raz go słyszał, ten wie, jaka harmonia i ład panują w tych pozornie niezwiązanych ze sobą dźwiękach, jak odprężającą jest cisza lasu podkreślana szumem wiatru i szelestem z rzadka opadającego liścia. Ileż w tym spokoju. Urzeczony otaczającą przyrodą, chłonę ją całym sobą i już zupełnie zapomniałem po co tu właściwie jesteśmy. Gawędzimy po cichu, gdy nagle Marcin wyrywa mnie z błogostanu, cichym, ale krótkim niczym rozkaz i nie pozostawiającym miejsca na wątpliwość co czynić - "COŚ IDZIE!". Odwracam się błyskawicznie, próbując zlokalizować źródło nagłej zmiany nastroju mojego towarzysza. Przez chwilę błądzę chaotycznie oczami po gęstwinach poskręcanych traw i zarośli. I wtedy nagle dostrzegam kątem oka ruch. DZIK! Jak nic, wzdłuż linii, ostrożnie stawiając biegi, sunie prosto na nas nieduży dziczek. Jak to się stało, że Zbyszek nie strzelał z sąsiedniego stanowiska? Nie widział, go? A może zwierz skręcił niespodzianie wyczuwając jego obecność i teraz nieświadom kolejnego zagrożenia pcha się prosto na nas? Ale nie czas teraz na takie rozważania! Składam się szybko i próbując opanować drżenie kolan prowadzę lufy za celem. Czekam, aż dzik przejdzie linię myśliwych tak, abym mógł oddać bezpieczny strzał. Jeszcze chwilka, jeszcze trzy metry, dwa i będzie dobrze. Ale nagle zwierz, w odległości około 20 metrów dostrzega nas stojących wśród drzew i już wie, że teraz trzeba zebrać się w sobie i mocno przyspieszyć. Odbija pod kątem prostym od linii i teraz mam go wreszcie w bezpiecznym polu. Tylko jak zwykle "coś za coś" - stał się o niebo szybszy. Teraz albo nigdy! Krótka decyzja i plac miękko naciska na spust. Huk strzału. Świat zatrzymał się na ułamek sekundy, by naraz przyspieszyć ze zdwojoną mocą, jakby chciał odrobić ten zagubiony przed chwilą moment. Dzik wykonuje fikołka przez głowę i zatrzymuje się metr dalej na ziemi, pisząc jeszcze przez krótką chwilę testament. Niedowierzając swemu szczęściu, odruchowo przeładowuję broń i złożony czekam, czy jednak podstępnie nie wstanie, by zostawiwszy mnie jak niepysznego, przepaść bezpowrotnie w gąszczu traw. Ale nie, nie dzieje się już nic więcej. Leśny spokój, jak gdyby ocknąwszy się z chwilowego zamyślenia, wrócił na swoje poprzednie miejsce.

Dopiero teraz czuję jak opada ze mnie adrenalina. Do tej pory wydawało mi się, że wszystko robię spokojnie, ale nagle okazuje się, że nogi wrosły w ziemię niczym kolejne dwie, okoliczne olchy; natomiast ręce opanowało delikatne, aczkolwiek uporczywe i niemożliwe do powstrzymania drżenie. Oddycham głęboko, próbując dojść do siebie. W końcu emocje opadły i wreszcie można się było zacząć się cieszyć z pierwszego dzika upolowanego w pędzeniu. Od tego momentu straciłem rachubę czasu. Zdawać by się mogło, że już po chwili usłyszeliśmy w dali sygnał na zakończenie miotu, gdy w rzeczywistości upłynęło go dużo więcej. Wracający ze stanowisk koledzy, najpierw pogratulowali łowieckiego sukcesu, a następnie pomogli dociągnąć zdobycz do samochodu poprzez grząskie bagno. Najwyższa pora wracać na zbiórkę.

Do siedziby dotarli już prawie wszyscy. Oprócz nas brakowało jeszcze tylko Mirka, który razem z Adasiem poszedł sprawdzić miejsce gdzie strzelał do łani. Ale i oni dotarli po chwili. Niestety z pustymi rękami. Wobec tego Łowczy zarządził zbiórkę i zakończenie polowania. Na pokocie obok mojej zdobyczy znalazł się jeszcze dzik Pawła i lis Adama - rezultat może niepowalający, ale w zupełności przyzwoity. Prezes z Łowczym chwilę dywagowali, komu należy się tytuł króla, ale szybko doszli do jednogłośnego wniosku, że mimo podobnych rozmiarów mój dzik jest jednak odrobinę mniejszy. Zatem królem został Paweł, co w żaden sposób nie umniejszyło mojej radości z łowieckiego sukcesu. Tym bardziej, że zostałem pomazany farbą z pierwszego strzelonego dzika na polowaniu zbiorowym a ostatecznie i tak załapałem się na tytuł Vicekróla (*choć później Mirkowi udało odnaleźć strzeloną łanię dzięki czemu to on został ostatecznie królem całego polowania. Ale wtedy nikt o tym jeszcze nie wiedział).

Potem zostało już tylko zjeść coś ciepłego przy ognisku i wspólnie spędzić czas na mrożących krew w żyłach i opowieściach łowieckich, zakończonych dopiero po zmierzchu, który jak zwykle niepostrzeżenie i po cichu zakradł się nad naszą polanę i niczym końcową kurtynę miękko opuściwszy ciemność nocy przypomniał, że czas już wracać do domu.

Tak oto po raz kolejny zakończyło się najważniejsze w ciągu roku święto myśliwych. Szkoda trochę, że Święty Hubert nie przydarzył nowym koleżankom przy ich pierwszym polowaniu, ale przecież jeszcze tyle polowań i tyle przygód łowieckich przed nimi. Z pewnością i one przeżyją jeszcze nie jedno mocniejsze bicie serca. Kto wiem, może już wkrótce? Tymczasem cieszmy się z największego szczęścia jakim jest możliwość przebywania na łonie pięknej polskiej przyrody i w tak zacnym gronie koleżanek i kolegów.

--- Mistrzostwa Dian 2015 ---

--- Kaczki 2014 ---

Kolejny raz 15 sierpnia otwieraliśmy sezon polowań na kaczki. Ten dzień oprócz polowania ma zawsze dodatkowo szczególny wymiar towarzyski. Rozpoczynamy o siódmej rano i przejściu się po kilku nadburzańskich dołkach wracamy około południa na wspólne ognisko i biesiadę. Pierwsze kaczkowe polowanie nie jest zbyt intensywe, daje raczej możliwość sprawdzenia liczebności kaczek, odwiedzenia starych kątów i przebywania na łonie niezwykłej przyrody nadbużańskiej.

W tym roku pogoda sprzyjała i każdy mógł nacieszyć oko pięknem okolicy. Kaczek nie brakowało i nie było chyba myśliwego, który by jakieś przynajmniej nie zobaczył. Ponieważ nikt się jednak specjalnie nie nastawiał, że koniecznie musi coś upolować, pokot nie był specjalnie obfity. Tym niemniej polowanie należy uzanć za bardzo udane i spędzone w świetnej atmosferze.

Za szczególne wydażenie należy uznać przyjęcie na staż dwóch koleżanek - Wioli oraz Lidki, które towarzysząc naszemu Kołu już od dawna, w końcu zdecydowały się oficjalnie wstąpić w jego szeregi. Dodatkową ciekawostką było ponadto uczestnictwo kolegi myśliwego z Francji - Romana. Problemy językowe nie stanowiły dla niego żadnej bariery i szybko i bezproblemowo odnalzał się w naszym towarzystwie. Gorąco zachwalał piękno naszej przyrodę, a miłe przyjęcie sprawiło, że już zaczął się zastawanwiać kiedy znów mógłby nas odwiedzić.



--- Hubertus 03.11.2013 ---

Jak co roku największe świeto łowieckie myśliwi z naszego koła uczcili uroczystą Mszą świętą oraz wspólnym polowaniem.
W tym roku dopisała zarówno pogoda jak i goście. Ale również i uroczystości było niemało. W pierwszej kolejności Zarząd Koła wręczył tytuł Honorowego Członka Koła "Dzik" nadleśniczemu Waldemarowi Żmijewskiemu. W poczet członków Koła została równieć przyjęta pierwsza Diana - koleżanka Milena Łapińska, która z tej okazji złożyła uroczyste ślubowanie myśliwskie. Z okazji 90-cio lecia PZŁ Zarząd przygotował pamiątkowe emblematy, które rozdano wszystkim myśliwym z naszego Koła oraz gościom specjalnym. Ponadto Zarząd złożył podziękowania pani Genowefie Kozłowskiej - żonie naszego poprzedniego leśniczego, za wieloletnią opiekę nad kapliczką myśliwską oraz naszą siedzibą. Po uroczystej Mszy Świętej, jak zawsze, wszyscy goście udali się do ogniska, gdzie mieli możliwość posilić się kiełbaską z ogniska lub gorącym bigosem.
Gdy już goście zaczęli powloi rozchodzić się do domów nastąpiło przygotowanie do polowania. Po odprawie i oficjalnym rozpoczęciu myśliwi udali się na stanowiska. W tym roku łowczy zaplanował dwa pędzenia na bagnach, a więc w bardzo ciekawym i malowniczym terenie tuż koło siedziby. Mimo, że tym razem zwierzyny nie było dużo, to jednak każdy strzał okazał się celnym. Królem polowania bezdyskusyjnie został kol. Paweł Szymański, któremy Święty Hubert przydażył łanię oraz zająca. Z kolei kolega Tomasz Proć wyjął z łowiska pięknego lisa.
Kolejny raz udało się uczcić tę wspaniałą uroczystość udanym polowaniem oraz wspólnym spotkaniem w gronie braci łowieckiej.



--- Konkurs Sygnalistów i Muzyki Myśliwskiej ---
Radzymin 3-4.08.2013

W dniach 3-4 sierpnia 2013 r. w Radzyminie odbył się XI Mazowiecki Konkurs Sygnalistów i Muzyki Myśliwskiej. Nasze koło wsparło tę zacną imprezą drobną darowizną i miało zaszczyt i przyjemność uczestniczyć w niej wraz ze sztandarem.



--- Obchody 150-tej Rocznicy Powstania Styczniowego---

W dniu 24 lutego 2013 roku z inicjatywy księdza proboszcza Pawła Stacheckiego w kościele parafialnym w Brańszczyku odbyła się uroczysta Msza Święta z okazji obchodów 150 rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego. Uczestniczyli w niej licznie zaproszeni goście, między innymi członkowie Stowarzyszeni Piłsudczyków z Wyszkowa, którzy na tę okoliczność przywdziali stroje, jakie noszono w tamtym okresie. Po Mszy uczestnicy przemaszerowali wspólnie do krzyża stojącego pod lasem na Brańszczyku Nowym - na tzw. Zaroślach. Krzyż ten został poświęcony powstańcom styczniowym a w szczególności upamiętnia miejsce jedej z potyczek tego burzliwego czasu. Po zmówieniu modlitwy za zmarłych i zapaleniu zniczy, korowód gości udał się do położonej niedaleko Siedziby naszego Koła. Tam zaś nasi koledzy myśliwi przygotowali niespodziankę, jaką była mała inscenizacja, po której wszyscy goście zostali zaproszeni do ogniska na drobny poczęstunek w myśliwskiej oprawie.


- Stać! Ani kroku w przód, bo w łeb wypalę! Cóż to za dziwna kompanija w dziwaczne szaty przybrana?
- Kim jesteś, że pytasz?
- My powstańcy z oddziału Karola Frycze, który to z upoważnienia Rządu Narodowego władze na owym terenie sprawuje, i z rozkazu którego, straż przy trakcie pełnimy bacząc by żaden kozak, ni dragon nas nieprzygotowanych w Puszczy nie zaskoczył.
- Ludzie! Toż powstanie dawno się skończyło. A dziś obchodzimy 150 rocznicę.
- Jak ten czas szybko leci... To my już 150 lat z posterunku nie schodzimy czuwając by żadna noga moskiewska granic nie przekroczyła. Zechciejcie zatem gościnę przyjąć, żołnierskim prostym jadłem przy ogniu się posilić.


--- Wigilijne 23.12.2012 ---

23 grudnia 2012, tradycyjnie, jak co roku odbyło się polowanie wigilijne. Niezwykłe było w nim to, co kiedyś było standardem - polowanie na zające. Tego dnia pogoda była wymarzona na zimowe łowy - piękny słoneczny dzień przy 15 stopniowym mrozie i śnieg na polach. Dzięki temu zarząd zdecydował o tym, że wreszcie, po latach swoistego "moratorium" zapolujemy na zające, jak za dawnych lat. Wysiłki mające na celu odbudowanie populacji tego gatunku na naszym terenie wreszcie zaczęły przynosić efekty i zaobserwowaliśmy jej wzrost. Mimo iż starsi myśliwi z sentymentem wspominali jak dawniej każdy wracał do domu z kilkoma zającami, dla wielu z nas była to pierwsza w życiu możliwość zapolowania na szaraki. Kolega Michał Głowacki oraz autor tego tekstu dosąpili łaskawości Św. Huberta i wzbgacili swoje rozkłady o pierwszego zająca. Jeszcze czterech myśliwych spotkało to szczęście. Zważywszy na ilość wpuszczanych przez nas wcześniej zajęcy, mamy nadzieję, że tych sześć upolowanych nie będzie stanowiło wielkiego ubytku w populacji na naszym terenie. Widok tych które uciekały w dal ośnieżonych pól, nie budził żalu straconej szansy, a raczej satysfakcję z dotychczas wykonanej pracy oraz nadzieję, że być może w przyszłości znów będziemy mogli cieszyć się stanem jak sprzed lat.
Polowanie zakończył uroczysty pokot, a zaraz potem mogliśmy przełamać się opłatkiem oraz złożyć sobie świąteczne życzenia. Całość uwieńczyła wspólna biesiada.



--- Hubertus 11.11.2012 ---



--- Hubertus 06.11.2011 ---

Jak co roku spotkaliśmy się w Siedzibie by uczić nasze najważniejsze święto - Hubertusa. Jest to świetna okazja nie tylko na spędzenie czasu w gronie myśliwych, ale przede wszystkim możliwość spotkania się z mieszkańcami okolicznych wsi, sympatykami łowiectwa, naszymi rodzinami oraz kolegami z innych kół. Jest to wspaniała możliwość nie tylko miłego spędzenia czasu ale również podkreślenia naszej obecności oraz roli w życiu lokalnej społeczności. Jak zawsze rozpoczęliśmy uroczystą Mszą Świętą z obecnością sztandaru, którą poprowadził proboszcz parafii w Brańszczyku ksiądz Paweł Stachecki. Zaraz po Mszy odbyło się uroczyste ślubowanie naszego nowego kolegi myśliwego Michała Głowackiego. Po oklaskach i złożeniu mu gratulacji przyszła pora na śniadanie w iście myśliwskim stylu. Był wyśmienity bigos, w którym, jak to u myśliwych, więcej było mięsa niż kapusty, kiełbaski z ogniska oraz inne przysmaki. Gdy już wszyscy się posilili przyszedł czas łowów. W tym roku Święty Hubert zupełnie nam nie dażył w zwierzynie, bo zamiast dzików co chwilę linię myśliwych przekraczały... łosie. Najwyraźniej stan ich się poprawia, a bagna Puszczy Białej przypadły im do gustu. Brak zwierzyny chyba nikomu nie popsuł nastroju bowiem dawno nie polowaliśmy w tak licznym i sympatycznym gronie. Oprócz myśliwych z naszego koła pojawili się również goście a wśrod nich min. nasza koleżanka Magda Misiorowska oraz koledzy redaktorzy z Mazowieckiego Magazynu Łowieckiego Stanisław Klepacki oraz Waldemar Żuwalski. Po takich polowaniach pozostaje jedynie żałować, że jesienią słońce zachodzi wcześnie, a długa droga powrotna do domu nie pozwala pozostać dłużej w lesie i nacieszyć się otaczającą nas przyrodą. Cóż, na pocieszenie pozostaje świadomość, że za tydzień znów będzie niedziela...



--- Strzelnica 16.04.2011 ---

Jak zawsze na początku nowego roku łowieckiego całe koło wybrało się na obowiązkowe przystrzeliwanie broni na strzelnicy Stępna - Michałki w Ostrołęce. Tradycyjnie rozpoczęliśmy na osi kulowej, gdzie każdy mógł sprawdzić, czy jego broń jest gotowa do sezonu. Etyka myśliwska nakazuje aby broń była sprawna i dobrze przystrzelona. Precyzyjnie oddany strzał we właściwe miejsce powinien jak najszybciej uśmiercić zwierzynę, tak aby oszczędzić jej niepotrzebnych cierpień. Część kolegów, aby przyspieszyć całą procedurę od razu udało się na konkurencję strzelecką Trap. Tam każdy mógł potrenować składanie się oraz strzelanie do celu ruchomego. Trap jako jedna z konkurencji strzelania do rzutek jest niezwykle widowiskowa, a strzelcowi dostarcza niemałych emocji. Mieliśmy również możliwość potrenowania na kręgu czyli konkurencji Skeet. Udane strzały kwitowane były pomrukami uznania, a pudła okraszone pikantnymi dowcipami. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na szybki posiłek w barze Koziołek, który serwuje bardzo sympatyczne jadło. Po dotarciu do siedziby koło leśniczówki Tuchlin koło otworzyło coroczne walne zebranie członków. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku będziemy mieć trochę więcej czasu na ostrzelanie się na strzelnicy i przejście wszystkich możliwych konkurencji. Moralnym obowiązkiem myśliwego jest stałe podnoszenie umiejętności strzeleckich, a ten 'bezkrwawy sposób polowania' również może dostarczyć niemałych emocji.



--- Prace gospodarskie wiosna 2011 ---

Łowiectwo wbrew temu co sądzi znakomita większość ludzi to nie tylko strzelanie do zwierząt. To również (a może przede wszystkim) gospodarka łowiskiem oraz ochrona przyrody. Z byciem myśliwym wiążą się obowiązki. By zapewnić zwierzynie właściwe warunki bytowania oraz ograniczyć jej szkodliwą działalność na polach myśliwi dzierżawią i pielęgnują rozliczne małe łąki i poletka wewnątrz i na obrzeżach lasu. Nasze koło dysponuje xx ha łącznej powierzchni takich poletek. Na zdjęciach poniżej można zobaczyć ile pracy trzeba włożyć w łowisko, utrzymać je we właściwym kształcie. Poletko w okolicach ambony 0B na końcu wsi Przyjmy jeszcze w zimie zostało wykarczowane z olszyny, która zajęła już 1/4 jego powierzchni. Udrożnione zostały rowy melioracyjne gdyż teren ten położony jest na bagnach i w bezpośrednim sąsiedztwie łąk dzierżawionych przez rolników. W drugim etapie prac nasze koło wyrównywało teren po karczowaniu i sadziło topinambur aby zapewnić na zimę karmę dzikom, a tym samym powstrzymać je przed niszczeniem sąsiadujących łąk.


--- Polowanie wigilijne 19.12.2010 ---

Jak co roku, myśliwi z naszego koła uczcili święta Bożego Narodzenia wspólnym spotkaniem i polowaniem Wigilijnym. Mimo, że w tym roku Św. Hubert raczej nie darzył, gdyż na rozkładzie znalazł się jedynie jeden lis, to polowanie przebiegało w miłej atmosferze, a piękno zimowego lasu wielu z nas w zupełności wynagradzało brak zwierza. Tradycyjnie to jedno polowanie jest krótsze, ponieważ czeka na nas zawsze jeszcze świąteczny poczęstunek. Po oficjalnym zakończeniu polowania i wręczniu medali dla króla polowania (w tej roli Adaś Jechna) oraz pudlarzy (tutaj ś.p. kolega Andrzej Godleś, który nie tyle spudlił co na zakończenie oddał symboliczny strzał w niebo w celu "przedmuchania luf" dubeltówki po ojcu), przystąpiono do składania sobie życzeń świątecznych w myśliwskim duchu. Oprócz tradycyjnych życzeń wszystkiego najlepszego, życzono sobie jeszcze wielu lat w tak miłej atmosferze, pomyślnych rezultatów wsiedlenia zajęcy i oczywiście udanych łowów. Następnie wszyscy zgodnie wzięli się za wspólną biesiadę, która zakończyła się długo po zmierzchu.



--- GALERIA ---

Łowiectwo to nie tylko polowanie. Wielokrotnie zastanawiałem się co ciągnie nas do lasu? Co sprawia, że gotowi jesteśmy wstać o trzeciej rano lub w ogóle się nie kłaść i ruszyć jeszcze po ciemku w knieję? To nie tylko pasja łowiecka. To również, a być może przede wszystkim, odwieczna potrzeba człowieka do bycia blisko z naturą. Widok polany osnutej mgłą o poranku, piękne wschody i zachody słońca, przyroda budząca się lub kładąca do snu - to wszystko dostarcza niesamowitych przeżyć i wrażeń estetycznych. Niejednokrotnie samo przebywanie z lesie lub na łące, podglądanie tego co się tam dzieje, pochłania nas tak mocno, że zapominamy o sztucerze czy dubeltówce, i zaczynamy bezkrwawe łowy uzbrojeni w aparat fotograficzny.

Poniżej prezentujemy zdjęcie, które udało się zrobić koledze Rafałowi Jankowskiemu oraz niżej podpisanemu w trakcie wypraw łowieckich oraz fotograficznych. Zdjęcia zostały podzielone na dwie części. Zdjęcia przyrodnicze przedstawiają nasze "trofea" - chwalimy się nimi bardziej, niżbyśmy zwierzynę ową upolowali. Jednocześnie przedstawiamy jak wyglądają nasze rodzime gatunki, oraz jakie zwierzęta możemy na co dzień spotkać w polskich lasach, na łąkach i polach. Dużo z tych gatunków jest pospolita i wydaje się ogólnie znajoma, jednak stwierdzenia typu "samica jelenia to sarenka" zmuszają nas do refleksji nad stanem wiedzy przyrodniczej naszych rodaków (dla niewtajemniczonych jeleń i sarna to dwa zupełnie różne gatunki). Druga część zdjęć, to nasze "impresje" - zdjęcia, które mają pokazywać czym jest dla nas obcowanie z przyrodą. Ile wspaniałych widoków człowiek traci, zaszywając się w domu. Dodać trzeba, że zdjęcia nigdy nie oddają wspaniałości spektaklu natury widzianego na żywo, przeżywanego wszystkimi zmysłami i otaczjącego nas w koło. Nie chcemy się chwalić ładnymi ujęciami, ponieważ wiemy, że nam do nich daleko. Ale chcemy się chwalić tą przyrodą, którą mamy na wyciągnięcie ręki. Jeśli choć jedna osoba zainspirowana naszymi zdjęciami, porzuci telewizor na korzyść wieczornego spaceru na łonie natury, uznamy to za nasz wielki sukces. Gorąco do tego zachęcamy.
P.D.













strona wciąż jest w budowie. nowe elementy pojawią się już niedługo
admin: pjetrof